Psary - gmina Trzebinia

Początki osady mieszkańców Psar

Fragment wspomnień Jana Traczyńskiego, wieloletniego (dziś już nieżyjącego), sołtysa Psar.
,,Choć urok położenia geograficznego nie odbiega od podgórskiej Rabki, otoczony uroczymi wzniesieniami i pasmem pięknego lasu iglasto-liściastego, który zasila nas tlenem. Pierwsi osiedleńcy, zwłaszcza doliny Starej Wsi, mieli największe trudności, bo rozlewające się strumyki, które wypływały ze źródeł górnej części doliny, tworzyły duże mokradła, a strefa Bocizna tak nazywana od błota, to legowisko żab, była najpóźniej zabudowana. Te trudne warunki, a także górzysty teren odstraszały bogatszych ziemian do zakładania swoich dworków, jak to miało miejsce w Płokach, Myślachowicach, czy Młoszowej. Pierwsze 14 domków drewnianych słomą krytych zapamiętano w 1790r. na Starej Wsi i 5 na Nowej Wsi. Były to małe domki, sień oraz izdebka bez komina. Ziemie początkowo uprawiano bliżej domu i lepszą. Uprawiano wówczas przeważnie żyto i owies, sadzono ziemniaki, brukiew i kapustę. Plony były bardzo niskie. Hodowano kozy. Latem nie było problemu, bo cały czas żywiły się na pastwisku. Zimą często trudno je było wyżywić, brakowało paszy była, więc konieczność je zabijać. Z jednej strony – radość bo rodzina zjadła trochę mięsa długo oczekiwanego, ale zabrakło mleka dla dzieci a to ich główne wyżywienie.
Mężczyźni pracowali wówczas w lasach w dworach i kopalniach galmanu, które ciągnęły się od północnej strony Psar aż do Lgoty i Płók. Praca dzienna trwała 12 godzin. Żona musiała mężowi zapewnić jedzenie na taką dniówkę. Większe dzieci w tych czasach nie chodziły do szkoły, bo pracowały z mamą na roli, mniejsze zostawały w domu. Duże szczęście, gdy w domu były kozy, bo to była podpora żywienia dzieci. Często nawet chleba im brakowało, każdą okruszkę z ziemi podnosiły. Może trochę więcej jedzenia mieli kmiecie, to rodziny które miały ok. 4 morgi ziemi, ale i oni mieli mało czasu aby swoją ziemię uprawiać, bo mieli dużo pańszczyzny w dworze odrabiać, płacić dziesięcinę, a nawet daninę do dworu dostarczać.
Zdarzały się przypadki odważniejszych chłopów na kłusowanie pomimo zakazów i braku narzędzi do chwytania dziczyzny. Takich zdarzeń było dużo. Kopano doły dość głębokie z pionowymi bocznymi ścianami, maskowano je gałęziami i trawą. Wpadająca zwierzyna już się nie mogła wydostać.
Ciężka była dola takiego biednego kłusownika, który chciał dokarmić trochę mięsem swoją rodzinę i ktoś doniósł na niego wójtowi czy innej władzy. Musiał się stawić do miasta Nowa Góra lub do Trzebini przed oblicze komisarza, tam on orzekał karę za różne przewinienia: nieodrobienie w całości pańszczyzny, niewpłacenie dziesięciny. Przed budynkiem stał stół, winny rozbierał ubranie i odmierzano mu karę zwaną „somarą”. Komisarz dodatkowo wymierzał odrabianie pańszczyzny. Po zakończeniu wymierzonej kary, winny był obowiązany podziękować i pocałować w rękę komisarza i wymierzającego mu karę oraz oświadczyć swą poprawę.
Po roku 1826 w Psarach przybywało coraz więcej ludności, przykładowo w Psarach i okolicach było: Psary 58 domów, Lgota 37, Płoki 35, Bolęcin 56, Dulowa 19, Karniowice 40, Siersza 35 Młoszowa 49 i Myślachowice 60 domów. Chłopi woleli zamieszkiwać w miejscowości gdzie nie było takiej sytuacji jak przykładowo w Płokach i Myślachowicach Trzebini czy Młoszowej gdzie dwory uprawiały ziemię najlepszą, a chłopom zezwalały karczować ugory i je uprawiać. Druga przyczyna osiedlania się chłopów w miejscowości Psary, to rozpoczynające się kopalnictwo galmanów cynku i ołowiu, ciągnące się od Skotnicy i boiska sportowego w stronę Niwek i Galmanu.
W dolinie Starej Wsi przystąpiono do pogłębiania strumyków, osuszano teren i rozpoczynano budowę zagród w dolnej jej części. Od zachodniej strony (zwanej Białą – od białego kamienia) przystąpiono do karczowania ugorów zalegających ten teren. Była to bardzo ciężka praca, pracowały całe rodziny, w pierwszej kolejności wycinano zarośla, tarninę i graby. Następnie wykopywano kamień wapienny. Większe dzieci wynosiły go na pobocza planowanej parceli i sypały na pryzmy. Na Nowej Wsi budowano więcej domów, bo wokół tego wzniesienia były najlepsze ziemie, ale z wodą było trudniej. Noszono ją na nosidłach na odległość prawie kilometra od Stoku z północnej strony grzbietu Nowej Wsi (obecnie są tam mury starej pompowni). Najtrudniej było zimową porą, bo z wiadrami trzeba się było wspinać po stromym oblodzonym brzegu. Dla pojenia zwierząt kopano w ziemi zagłębienia, z wyższej położonego terenu robiono rowki żeby woda deszczowa mogła spływać do kałuży.
Po roku 1848 w Galicji chłopi spodziewali się lepszego życia, bo 15 maja została zniesiona pańszczyzna, która dla nich była największym ciężarem życiowym. Zmuszani byli pracować nie tylko w dworach, folwarkach, ale także w lasach hrabiowskich. W przypadku Psar również w kopalniach rudy, a praca trwała 12 godzin. Często w swojej ziemi roboty rolne wykonywały kobiety z dziećmi. W latach 1851 – 1853 w Psarach pojawili się geodeci wojskowi. Był to pierwszy pomiar, wykonywano mapy katastralne w skali 1:2880. Przy każdej parceli stał jej użytkownik, wskazywał dokąd użytkuje, kamionka (kamieniołom) która jest obok, do której parceli należy. Geodeci wszystko nanosili na mapy i wpisywali numer parceli. Te dane nanoszono do ksiąg hipotecznych i rejestrów gruntowych, tak powstała własność chłopska, od której stopniowo odstępowano od płacenia dziesięcin i danin. Dworki takie jak Płoki, Myślachowice Trzebinia i Górka zaczęły stopniowo upadać, bo nie miały darmowej pańszczyzny.
W okolicach Trzebini, a dokładniej, w Młoszowej pozostał duży dwór Juliana Florkiewicza, z którego wywodziła się Maria Florkiewicz-Potocka, hrabina Krzeszowic. Ziemie dworskie ciągnęły się od zabudowań osiedla ZWM w Trzebini do wschodniej wioski Dulowej, a na północ od Młoszowej do pod rezerwat bukowy do drogi bitumicznej Ostra Góra– Myślachowice. Wokół rezerwatu były pastwiska owiec dla dworu młoszowskiego. Pojono je w stawie przy źródle na Ostrej Górze. Na noc zapędzano je do stajni, której mury stoją do chwili obecnej. Stajnie były ogrzewane zimą. Były tam także mieszkania rodzinne, w których wcześniej zamieszkiwały rodziny górników, którzy pracowali na stałe przy wydobywaniu rud ołowiu i cynku w okolicach Galmanu.
Jadąc z Ostrej Góry w stronę Myślachowic po prawej stronie w zaniżonym terenie były dwa jeziora, po zachodniej stronie większe należało do Myślachowic a od wschodu mniejsze należało do Psar. Letnią porą młodzież chętnie z nich korzystała. W roku 1975 woda w nich zanikła. Był to skutek działania kopalni Siersza. Około 500 metrów od jezior w kierunku Psar gdzie obecnie jest teren zarośnięty lasem z lat 1950-1951 znajduje się cmentarz mieszkańców Psar zmarłych na cholerę, w większości dzieci, zmarłych w czasie epidemii w latach 40-tych 19-tego wieku.
W drugiej połowie 19-tego wieku coraz więcej zaczęło przybywać pracy, bo Trzebinia była już połączona koleją z Krakowem, Katowicami i Oświęcimiem, choć dalej dwie wioski z obecnej gminy Trzebini Psary i Lgota jeszcze długo należały do sądu, więzienia i zapisów hipotecznych powiatu krzeszowickiego. Wówczas mniejsze kary, do trzech miesięcy więzienia i bicze za lżejsze przestępstwa wymierzał wójt gminy Nowej Góry. To może dobra przynależność Psar do Krzeszowic bo hrabstwo Potoccy byli najbogatszą szlachtą w naszym rejonie. Wiadomo z pewnych danych, że przekazało drewno na pierwszą szkołę drewnianą wieżyczką z dzwonkiem, 20 metrową salą, korytarzem i izbą dla nauczyciela. Potoccy przekazali drewno na dach kaplicy i środki na budowę tam na rzeczkach. Mieli oni największe udziały w kopalniach na naszym terenie. Przykładowo do nich należały: kopalnia węgla w Tenczynku, kopalnia w Sierszy imienia Artura oraz kopalnie cynku i ołowiu na Wodnej, huta w Kszu i kopalnie powierzchniowe od Skotnicy i boiska sportowego aż po Lgotę.
Pisząc część tej historii, jako długoletni sołtys Psar, szukałem powodu, skąd mieszkańcy naszej miejscowości mają cztery morgi ziemi na terenie miejscowości Ostrężnica z południowej strony wieży obserwacyjnej (na Niwkach). Doszedłem do tego, że w 1899 r. w pobliżu tego terenu zginął górnik o nazwisku Kazimierz Matan, został zasypany w szybiku, mieszkał przy ul. Kamiennej, pozostawił żonę i siedmioro dzieci, najstarsze 14 lat. A jako właściciel tych kopalni hrabina Potocka przekazała te ziemie wdowie po tragicznie zmarłym górniku.
Prace przy wydobywaniu rud ołowiu i cynku były bardzo ciężkie i niebezpieczne, przerzucano ręcznie tysiące ton ziemi kamienistej, żeby wybrać warstwy kolorowego kruszcu, a z szybików wyciągano urobek ręcznymi wyciągami, jeszcze obecnie na tych dużych wykopaliskach na Niwkach, czy Galmanie można znaleźć kamyk oblepiony błyszczącym kruszcem. Dopóki nie było wydobycia na większą skalę węgla kamiennego w kopalni Siersza to większość mieszkańców Psar i pobliskich miejscowości z Lgoty, Ostrężnicy pracowała w blisko położonych kopalniach, nawet niektóre szyby nosiły nazwę miejscowych górników. Niedaleko w Płokach, parafii dla Psar też wydobywano rudę żelaza metodą podziemnych chodników. Był też piec hutniczy do jej wytopu, (tak zwany wielki piec) do obecnej chwili stoją fragmenty muru zwane Starą Hutą.
Drogę z Krzeszowic przez miasto Nowa Góra, Ostrężnicę, Galman, Myślachowice do huty wytopu ołowiu i cynku w Kszu, hrabiostwo utrzymywało w dobrym stanie, bo nią przyjeżdżali do swych zakładów i nią się odbywał transport urobku z okolic Galmanu, nawet ze Skotnicy przez las, do drogi Myślachowice – Galman, która miała 3 m szerokości wyłożono grubym kamieniem, choć w stronę Sierszy droga w większości jest spadzista. Urobek wożony do huty bawołami i końmi był ciężki. Koła wozu drewniane okute były obręczą stalową, a żeby nie tonęły drogi musiały być twarde.
Domki od lat 80-tych dziewiętnastego wieku były ubogie, jedna izba i sień, często w niej były kozy chyba, że to był jakiś kmieć, który miał obok domu stajnię. W 1880 roku w Psarach były prawdopodobnie 3 konie i 4 krowy. Z końmi było różnie, bo często je zabierało wojsko austriackie i zamieniano na woły. Podłogi w izbach były wylewane gliną a to podłoże jak wyschnie to też jest twarde, nie można go było myć, tylko miotłą zamieść. W izbie stało jedno łóżko dla rodziców, jak było małe dziecko, to miało zbitą kołyskę, która stała przy łóżku, był stolik i ławka do spania, na noc przynoszono snopek słomy, rozkładano ją na podłożu glinianym, nakrywano pościelą i to było łoże dla dzieci, rano ją zbierano, żeby było więcej miejsca w izbie. Przy drzwiach w kącie był piec. Domki budowano oknami skierowanymi na południe, a żeby w izbie było więcej słońca.
W 1885 r. powstał pierwszy piec do wypalania wapna, pod Mońską Górą, jak dochodzimy do Ostrej Góry to po prawo. Obecnie widnieje tam kamieniołom. Było to możliwe, bo kopalnia w Sierszy im. Artura Potockiego, największego udziałowca, rozpoczęła na większą skalę wydobycie węgla. Piec wapienny budowano pod wzniesieniem, w dolnej części pieca zakładano ruszta stalowe, jego budowa była okrągła, górą szersza. Od góry wsypywano na przemian warstwę węgla i warstwę kamienia i tak na przemian zazwyczaj aż do zapełnienia całego pieca. Wypalało się kilka dni w zależności od liczby warstw. Tak stopniowo przechodzono na budowę domków z kamienia, a także stodoły i stajnie. W domkach nad strzechą słomianą widać było też kominy kamienne, zapobiegało to częstym pożarom całego dorobku rodzinnego, w tych czasach.
Choć piec wielokomorowy do wypalania wapna był w Trzebini, ale drogi były bardzo ciężkie. od Karniowic do Psar duża część drogi prowadziła rozlanymi rzeczkami, poza tym koni bardzo brakowało, bo pierwszeństwo do nich miało wojsko i żandarmeria galicyjska. Dużo ziemi musiano uprawiać wołami. W 1925 r. następny piec wypalał wapno na końcu ulicy Wiśniowej po stronie prawej, jak stoi dom nr 29, a dalsze dwa, jeden pod Skotnicą, jak widać kamieniołom, po stronie prawej i ostatni piec na górze po lewej po lewej stronie jak stoi ostatni dom. Te piece wybudowała kopalnia Siersza do wypalania wapna dla swych robotników.
Pod koniec 19-tego wieku i początkiem 20-tego był większy pobyt na cynk i ołów, a za tym przybywało pracy przy jego wydobywaniu, ale nie za bardzo dobra metoda jego wydobycia zmniejszała jej opłacalność. Bardziej efektywne było kopalnie tego kruszcu metodą podziemnych chodników na Trzebionce i Wodnej. Robotnicy z Psar przechodzili do bardziej rozwijających się kopalń węgla „Artur” w Sierszy i kopalni „Zbyszek” w Trze-bini. Poza tym zatrudniali się w Hucie Trzebini, bo w takich zakładach jak cementownia Górka i rafineria nafty trudno było się zatrudnić, bo w dniu przyjęcia, które odbywało się przy bramie zakładu a wybierał do przyjęcia wśród oczekujących kierownik zakładu miejscowi mieszkańcy nie pozwolili się zbliżyć do zatrudnienia mieszkańcom z dalszych miejscowości.
Początkiem 20-tego wieku, choć ludność już zapomniała o pańszczyźnie, ale duże bezrobocie bardzo pogarszało życie wielu rodzinom zwłaszcza tych wielodzietnych, którym to dzieciom zawsze brakowało chleba, nawet wieczorami świecili szczapami z drewna, bo brak było na zakup nafty, często na kilku dzieci w rodzinie, jedno szło do szkoły, bo nie mieli obuwia i wiadomo skąd się wziął tak duży analfabetyzm po Drugiej Wojnie Światowej Najczęściej bezrobotni zatrudniali się przy wyrębie drewna w lasach hrabiowskich, a wiadomo, że to była praca bardzo ciężka, bo drzewa wyrzynano ręcznie piłą, a musiało to robić dwie osoby, korę z drewna zdzierano ręcznym strugiem, za cały dzień pracy trudno było zarobić na kilogram cukru, tyle tylko, że drewna do opału sobie nanosili. Nic też nie było zadziwiającego w tych czasach, że dzieci często umierały z niedożywienia. Poprawę odczuły rodziny, jak ich rodzic był zatrudniony na kopalni węgla czy w Hucie Trzebini i nie byli często zwalniani z pracy, bo i dom choć mały, ale stopniowo zmieniał się w murowany z kamienia i cegły, a także przybywało krów i koni do pracy na roli, tylko że niewielu miało stałe zatrudnienie.
Kobiety to prawie wcale nie pracowały, ich dola to wychowywanie dzieci i ciężka praca na roli, przykładowo jak przyszły żniwa, to była najbardziej wytężona praca dla kobiet, szło się do pola całymi rodzinami, niemowlaki zawieszano w płachcie na drążku, jak płakało to je mama nakarmiła piersią i starsze dziecko pohuśtało, żeby szybciej zasnęło. Kobiety po sąsiedzku sobie pomagały, poowijały kolana szmatami i na klęczkach sierpem rżnęły zboże, bo technika koszenia zboża kosą ręczną pojawiła się u nas po latach 1920. Ile to kosztowało wysiłku a żeby zerżnąć 15 – 20 arów zboża. W następny dzień przechodzono do następnego sąsiada i tak przez pięć, sześć dni odrabiano swą pomoc, bo inaczej jedna osoba taką parcelę ścinałaby tydzień a jego suszenie odbywałoby się też stopniowo. W dodatku w tym czasie nie znano stawiania ściętego zboża w mendle, jak to miało miejsce w latach 40-tych, tylko ścięte zboże rozkładano na ziemi, co wymagało niemal codziennego przewracania, bo by porosło.
Choć przy wykopkach ziemniaków praca też nie była lekka, bo kopano je ręcznie kopaczkami, ale nie była tak nagląca jak żniwa. Plony rolne były bardzo niskie, często niewiele więcej zebrano jak zasiano czy zasadzono. Ziemniaki były nawet dwukrotnie spożywane w ciągu dnia, bo brakowało chleba. Zboże zebrane w biedniejszych rodzinach niezwłocznie cepami młócone, żeby nie zjadały myszy. Pod zwierzęta w większości ścielono ściółką, którą kobiety na plecach letnią porą nanosiły z lasu. Było to nie najlepsze, ale słomy brakowało, bo zimową porą zjadały ją zwierzęta domowe. Oczekiwano szybkiego nadejścia wiosny, żeby przyroda przyśpieszyła zazielenienie się trawy i można było wygnać krowy i kozy na darmową zieloną trawę. i można było z nich wydoić więcej mleka, które było podstawą żywienia dzieci.
Po latach okazało się, że nie tylko ciężka praca w rolnictwie, ale jej rozwój musi iść na równi z postępem technicznym, odnową roślinną i agrochemią. kobiety na barkach nie musiały z lasu nosić ściółki i na kolanach sierpem, w żniwa, ścinać zboża. Po Drugiej Wojnie Światowej ziemia rodziła kilkakrotnie więcej i praca była bardziej zmechanizowana".

"Psary, perła Ziemi Chrzanowskiej" - praca w zbiorach psarskiej biblioteki
Na podstawie rękopisów Jana Traczyńskiego przepisał Mieczysław Kempka
Warszawa, 2010-07-07